FOTOGRAFIA AMATORSKA
Zbigniew Wójcik
ci
Wycieczka do wąwozu Sucha Bela - 2 maj 2011r
 

 W drugim dniu pobytu jedziemy z naszej kwatery w Hrabusicach do oddalonego o ok. 4 km Podlesoka, gdzie znajduje się płatny parking (2 euro za dzień), kilka punktów gastronomicznych, autokemping oraz ośrodek domków letniskowych.
 
 
 
Bezpośrednio przy wjeździe na parking należy wykupić w kasie bilet wstępu uprawniający do wejścia na teren Narodowego Parku Słowacki Raj.  Koszt biletu - 1,5 euro.
 
Warto tu zaznaczyć, że właśnie z Podlesoka są najlepsze warunki na rozpoczęcie wędrówki po Słowackim Raju.
Z tąd wychodzi kilka szlaków turystycznych do Słowackiego Raju, a najbardziej znane i odwiedzane to:
  • szlak zielony biegnący przez całą 3,5 km długość wąwozu Sucha Bela którym właśnie dzisiaj będziemy wędrowali. Czas przejścia około 120 min.
  • szlak niebieski -przełom Hornadu. Czas przejścia z Podlesoka do skrzyżowania szlaków Pod Tomaszowskim Widokiem to ok. 180 min.
  • szlak czerwony do Klasztoryska ( 120 min.)
 
 
Te trzy szlaki są najczęściej odwiedzane przez turystów, ale z Podlesoka jest wiele innych możliwości wędrowania po Słowackim Raju zarówno pieszo jak i na rowerze.
 
Zachęcam do kupna mapy turystycznej bez której ciężko wędrować z uwagi na liczne szlaki krzyżujące się ze sobą. Tym bardziej że wiele szlaków w tym obszarze jest jednokierunkowych z uwagi na trudności techniczne (liczne drabiny, kładki, stopnie itp).
 
 
Właśnie dzisiejszy szlak zielony przez wąwóz Sucha Bela jest szlakiem jednokierunkowym. Przejście nim do góry to ok. 2 - 2,5 godz, zaś powrót do Podlesoka w zależności od wyboru drogi powrotnej zajmuje również 1 lub 1,5 godz.
 
 
Na całej dzisiejszej trasie brak jakiegokolwiek schroniska, bufetu - należy zabrać ze sobą coś do picia i jedzenia. Trzeba też nastawić się na drobne trudności w pokonywaniu śliskich poziomych drabin drewnianych  oraz długich pionowych drabin metalowych.
 
 
 
 
 
 
Jak widać początek szlaku prowadzi korytem strumienia wcinającego się w zbocza góry na szerokość od 2 do 5 m. Odcinek ten jest bez większych trudności technicznych za wyjątkiem że idzie się lekko pod górę oraz po nierównościach w postaci kamieni i powalonych drzew.
Miejsce urzeka swą naturalnością, wszędzie rumowiska skalne, poprzewracane drzewa. Ciekawe jak tędy można przejść po ulewnych deszczach?
 
 
 
 
 
 
W miarę jak idziemy zbocza stają się coraz wyższe, a trudności coraz większe. Miejscami brak możliwości przejścia suchą nogą - trzeba korzystać z udogodnień w postaci drewnianych pomostów, a raczej drabin ułożonych poziomo nad strumieniem. Drabiny te są dosyć śliskie więc należy zachować szczególną ostrożność przy ich pokonywaniu.
 
 
 
 
 
 
Po około 30 minutach od wejścia do wąwozu mijamy wąskie gardło skalne, ukazuje się rozszerzenie z widokiem na spadający z góry wodospad. Widok robi duże wrażenie - nie jestem tylko pewien czy to odczucie powoduje przepiękny widok szumiącej wody, czy też widok zawieszonych obok wodospadu metalowych drabin po których za chwilę mamy się wspinać.
 
 
 
 
Wchodząc po drabinie robię zdjęcie najniższej kaskady zaliczanej do Misowych Wodospadów. Jest to możliwe gdyż o tej porze roku turystów niewielu - nikomu się nie przeszkadza. W sezonie letnim są tu długie kolejki do drabin i byłoby to niemożliwe.
 
 
 
 
 
 
Od Misowych Wodospadów zaczyna się najciekawsza część trasy z licznymi drabinami o różnej długości oraz o różnym nachyleniu w stosunku do zboczy.
 
 
 
Po przejściu drugiej pionowej drabiny szlak zielony przeciska się  przez skalną szczelinę i staje się b. podobny do pierwszej części wąwozu tj. dużo rumowisk skalnych i powalonych drzew.
 
 

Nie na długo,po kilku minutach wędrujemy znowu wąskimi szczelinami ubezpieczonymi metalowymi stopniami, kładkami i łańcuchami.
 
 
 
Trasa przebiega trochę płasko, trochę stromo w górę - jedno jest niezmienne cały czas towarzyszy nam plusk strumienia.
 
 
 
Gdzieś w górze zięć i wnuczka. Ja robiąc zdjęcia pozostaję w tyle - ciągle wyjmuję i chowam aparat. Z aparatem w ręku ciężko wchodzić po śliskich stopniach i drabinach.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
                         
 
 
 
 
 
 
 
 Za moment nowa drabinka i wędrówka w kierunku nieba, a to wcale nie koniec wąwozu.
 
 
 
 
 Zaczyna się następny odcinek wyglądający na łatwiejszy, maszeruje się płasko ułożonych drewnianych drabinach ułożonych nad potokiem.
Ja osobiście wolę pionowe drabiny, gdyż dają mi pewność zachowania równowagi - mam przynajmniej czego się trzymać. Na tych płasko ułożonych brak jest podparcia dla rąk.
 
 
 
 
 
 
Dochodzimy do tzw. Okienkowego Wodospadu, przeciskając się z plecakami przez wąską szczelinę między skałami, a na dodatek po śliskich szczeblach drewnianej drabiny.
 
 
 
 
Wnuczka jak zwykle pierwsza - już na nas czeka.
 
 
Wędrujemy bardzo powoli, podtrzymując się skał.
 
 
Po przejściu przewężenia ukazuje się Okienkowy Wodospad.
 
 
 
To miejsce jest b. specyficzne - znajdujemy się jakby w studni pomiędzy pionowymi skałami ze spadającym z góry wodospadem.
 
 
 
Po jego lewej stronie najdłuższa na szlaku metalowa drabina.
 
 
 
Z dołu wydaje się, że drabina kończy się w połowie pionowej skały.
 
 
 
Dopiero po wejściu na nią okazuje się, że w skale znajduje się okno skalne przez które przechodzimy dalej.
 
 
 
Zapewne właśnie od tego wywodzi się nazwa mijanego wodospadu - Okienny Wodospad.
 
 
 
 
 
 
 
 
                              
 
 
 
 
Po  osiągnięciu szczytu najdłuższej drabiny w Suchej Beli przechodzimy po małej półce skalnej przez "okno skalne" i ruszamy na dalszą część szlaku .
 
Trzeba  bardzo uważać, gdyż stan drabin budzi lekkie zastrzeżenia, a przy moich 100 kg wagi obawy są jeszcze większe -  tym bardziej że brak jest podparcia dla rąk i czasami są trudności z zachowaniem równowagi.
 
 
 
 
 
   
... na szlaku pomiędzy wodospadem okienkowym a korytowym 
 

 
 
 
 
 
Zbliżamy się do dolnej kaskady wodospadu korytowego który pokonujemy po jego prawej stronie za pomocą metalowych stopni ubezpieczonych łańcuchami od strony skalnego zbocza.
 
 
 
Po przejściu na małe wypłaszczenie ukazuje się górna kaskada wodospadu korytowego z wyżłobionym w skale korytem - z tąd jego nazwa.
 
 
 
Po pokonaniu następnej krótkiej metalowej drabiny można podziwiać wodospad korytowy od góry z piękną misą wodną utworzoną na dole.
 
 
 
 
.... córka przy górnej kaskadzie wodospadu korytowego ... 
 
Po minięciu wodospadu korytowego jest już mniej ciekawie, trasa prowadzi podmokłym terenem, trochę drewnianych drabin, na końcu jeszcze ostatnia metalowa. Pomimo braku trudności technicznych powodujących podwyższenie adrealiny, widoki dzikiej przyrody są nadal b. ładne.
 
 
 
 
 
 
 
Opuszczamy wąwóz niespodziewanie mijając jakiegoś stwora, niby korzeń, niby jakiś małpolud - a może strażnik pilnujący tego wąwązu?
 
                           
 
Z wąwozu wychodzi się na asfaltową drogę leśną zamkniętą dla ruchu samochodowego. Idąc około 5 min. pod górę dochodzimy do polany na której jest rozwidlenie szlaków. Tu krotki odpoczynek i powrót do Podlesoka.
 
Dla turystów pragnących wędrować dalej z tego miejsca jest kilka wariantów dalszych tras, a najczęściej wybierana to szlak niebieski Mały Kyser do Klasztorzyska.
 
My mając zaplanowane godziny popołudniowe na inne atrakcje postanawiamy najłatwiejszą trasą tzn. asfaltową drogą zejść do Podlesoka. Po ok. 80 min. jesteśmy w Podlesoku.
 
 
 
 
Do Podlesoka można również powrócić szlakiem żótym (25min) do skrzyżowania szlaków "Pod Vtacim hrbom" (Ptasi Garb). Dalej szlakiem czerwonym (40min.) do skrzyżowania szlaków "Nad Podleskom", a następnie tym samym szlakiem czerwonym (20min) do Podlesoka. Dochodzimy w to samo miejsce co drogą asfaltową.
 
Po zejściu zjadamy obiad w restauracji obok autokempingu i wracamy na kwaterę.
 
 

 
Wycieczka przy wspaniałej pogodzie - myślę że tą skromną relacją zachęciłem do odwiedzenia tego zakątka Słowacji.
 
Na koniec mała ciekawostka - po drodze spotkaliśmy  "truskawki na świerku?"
 
 
 
 
 
 
Do zobaczenia na szlakach.
 
Klikając w poniższy odnośnik wracamy do strony głównej:
 
 
 
 
 
Wspierane przez Hosting o12.pl